02.05.2006 :: 21:09
Śmierć. Straszne słowo! Boje się go i nie wiem jak bym go zniosła na kimś bliskim. Nie... Miałam już tak. Moja kochana babunia[*]. Płakałam i długo o tym myślałam. Nie mogłam sobie z tym poradzić. To było jakies 3 lata temu, więc juz zapomniałam. Przyzwyczaiłam się i jakoś z tym żyje. Ze świadomością że nie mam juz babci. Ale śmierć to taka rutyna. Każdego spotka, każdy z nas się z nią zetknie i w pewnym sensie wyczekuje jej, mniej czy bardziej. W zależnośći od swojego wieku. Jednak mimo że wszyscy wiemy ze to takie naturalne, oczywiste, nie chcemy jej. Myslimy że to koniec! Nie ma naszych bliskich! Nic już sie nie da zrobic! A przeciez oni istnieją! Są nadal w życiu wiecznym. I przyjdzie pora że znów się razem spotkamy... Tak jest z ludźmi. A jak jest z naszymi zwierzkami??? Czy są dla nas jednakowo ważne? Czy traktujemy je tak samo? Ja tak. Dla mnie są bardzo ważne. To moi najwięksi przyjaciele! Można im ufać, zwierzyć się, wypłakać. Fakt że nas nie pocieszą, nie przemówią, ale dadzą wszytsko co mają. Zaoferują swoją miłość i dla mnie jest to bezcenne. Dlaczego o tym pisze? Moja świnka kochana (pierwszy i najlpeszy przyjaciel) zachorowała! Dziś przeszła operacje i musiałabyć uśpiona. Bardzo sie bałam. Długo też płakałam. Teraz jest juz dobrze! Obudziła się, ale jest jak narzie bardzo słabiutka. Ale nie uryje że kilka razy prezmknęła mi przed oczami śmierć! Nie wiem jak bym sobie z tym poradziła. Jestem do niej bardzo przywiązana. Jest już ze mną 6 lat! i bardzo bardzo ją kocham...